środa, 14 grudnia 2016

Dilectus a Deo (Michał,Lena)


Prolog



Roland zbudził się słysząc niebiańskie dzwony boga. Skierował się do swej łaźni w ramach szybkiej lecz dokładnej toalety. Uznał że na taką okazję jego słynna zbroja z bitwy z poganami będzie najodpowiedniejsza. Strząsając pył ze złotych naramienników zorientował się że czas nagli.
Szybko włożył za pas róg a do złotej pochwy wsunął sam Durendall. Lekko się rozruszał i wyszedł. Mijając las zaginionych dusz, Zaczarowaną polanę miłości,dom staroci i ścieżkę pustki w końcu dotarł tam, pod bramę niebios. Nie wiedział jak to będzie wyglądać. Nagle usłyszał niski głos we własnej głowie:
-Drogi Rolandzie, wejdź.-
Roland już trochę wystraszony przekroczył ogromną złotą bramę. Olśniewający blask oślepił rycerza. Zamrugał i zobaczył dwójkę mężczyzn siedzących na pięknych błyszczących obłokach
-Jesteś Bogiem?- zapytał Bardziej umięśnionego i wyższego z dozą niepewności bohater.
-Nie, nie – zaśmiał się.
-My przyszliśmy tu pod wezwanie bogów.-Dodał drugi.
-BOGÓW?!
-Tak, Tak , jesteśmy z innych niebios.
-Bogów jest wiele, nie nie nie to tylko sen, to tylko sen Rolandzie. Bóg jest tylko jeden, tylko nasz.
-Spokojnie, my też nie mogliśmy w to na początku uwierzyć
-A, nie przedstawiliśmy się- powiedział ten niższy wstając, -Jestem Winicjusz
- A ja Hektor,-dodał drugi
Lekko otumaniony nagłą falą niewiarygodnych informacji Roland także się przedstawił.
Nagle wszyscy się przewrócili od niewiarygodnej nieznanej siły. Usłyszeli trzy głosy.
-WITAJCIE REKRUCI, JESTEŚCIE TU Z WAŻNEGO POWODU- powiedział pierwszy głos
-TAK, NIE JESTEŚCIE PRZYPADKOWYMI OSOBAMI- dodał drugi
-ZOSTALIŚCIE WYBRANI- wtrącił się trzeci
-Dobrze, ale czemu was nie widzimy?- zapytał Hektor
Nagle błysk, a przed wojami pojawiły się trzy ogromne postacie.
-JESTEM ZEUS
-JA JESTEM JAHWE
-A JA JOWISZ
-A WIĘC WASZE ZADANIE TO ZDOBYĆ KAMIEŃ.
-Kamień?- Ze zdziwieniem spytał się Winicjusz
-NIE BYLE JAKI, FILOZOFICZNY!
-HYYY, KAMIEŃ TO PÓŁ SUKCESU.
-NASTĘPNIE KAMIENIEM OTWORZYCIE PORTAL DO 
ŚWIATA DRUIDÓW. SPOTKACIE TAM WOJOWNIKA O 
IMIENIU KORIN. RESZTĘ ZADANIA POZNACIE JUŻ W 
CZASIE MISJI.
- A WIĘC ZACZYNAMY TRANSFORMACJĘ 
CZASOPRZESTRZENI MULTIWERSUM.
-Ale, ale – Roland nie zdążył się zapytać ponieważ nagle zrobiło się ciemno.

wtorek, 13 grudnia 2016

Pole chaosu (Max, Jan)

Rozdział 1 –Pole chaosu

 Na majestatycznym statku Trojańskim Hektor przygotowywał się do największego starcia w jego życiu. Z słowami pełnymi dumy powiedział:
-Za chwilę nastąpi walka o wasze dusze i innych mieszkańców Troi, którzy liczą na nas.
 W końcu dziób statku uderzył o suchy ląd. Żołnierze z zawrotnym tempem wyskoczyli w pełnym uzbrojeniu na złoty, lśniący piasek. Ustawili się w swojej charakterystycznej falandze bacznie obserwując wrogo. Widząc pierwszy krok przeciwników ruszyli pełną parą z tarczami odbijającymi światło słoneczne oślepiając wrogów. Ich ciała wysmarowane oliwką i ich sandały powodowały zazdrość u samych bogów.
 Po chwili w samym centrum pola bitwy z głębi ziemi wyłonił się portal wypełniony duszami ludzi proszących o pomoc. Z wrót Hadesu wynurzyły się tajemnicze postacie.
Obie armie zaprzestały tymczasowo walkę wpatrując się w bezdenną otchłań.
 Kiedy gęsta mgła zaczęła częściowo zanikać sam Hektor dostrzegł troje mężczyzn z czego jeden był na pięknym uzbrojonym koniu. Hektor z wyciągniętym mieczem wykrzyczał następujące słowa:
-Odejdźcie demony nie czyste, które przerwały nam ważne starcie! Powróćcie do Hadesu tam jest wasze miejsce!
Nastała chwila ciszy, która zapoczątkowała pierwsze słowa przybyszów z otchłani.
-Hade…Co? Czy ty człowieczku jesteś poważny? Przecież jestem najbardziej rozpoznawalną osobą w całej wiosce i mówienie na mnie demon zakończy się źle dla tego, który to powiedział- odpowiedział z gniewem młody mężczyzna ubrany w kaptur w szacie z aksamitu.
Słysząc słowa kompana obok dwoje wojowników zapartym tchem wyrazili swoje zdanie dezorientując Hektora.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Quartis (Szymon, Mateusz B., Lena)

Rozdział I

Każdy, choćby najdzielniejszy bohater, zawsze skończy swój żywot. Ma to związek z tą historią, którą zamierzam wam opisać. Przedstawię teraz czterech walecznych wojowników, którzy zupełni nieświadomie spotkali się w zaświatach, po śmierci. Trojanin, Polak, Rzymianin oraz Francuz. Można by też rzec Hektor, Korin, Winicjusz i Roland. Stanęli w tajemniczych krainach nieznanego im do czasu fatum. Do czasu. Okryci chwałą i godnością przed obliczem Boga stali pełni wiary i nadziei, że los przyniesie im szczęście. O, Wielki siedział na tronie złożonym z puszystych obłoków szumiących powolnie na wietrze. Niemal przezroczyści aniołowie podtrzymywali jego berło. Oczy bohaterów nie mogły znieść bijącego od nich blasku.Król, zaczął nerwowo drapać swą brodę aż wreszcie przemówił.

- Witajcie – zaczął dumnie – dziś nadszedł moment waszego spotkania. Jakże jestem dumny ze wspaniałych, dokonanych przez was czynów – uśmiechnął się. - Za tę przysługę oddaną innym - ciągnął dalej – zsyłam was na Ziemię, abyście stoczyli wojnę z niezwyciężonymi dotąd siłami w postaci małych niesfornych i wrednych zarazem krasnoludów, które chcą zawładnąć światem i usunąć na zawsze waszych potomków. Dzieci w szczególności.
W tym samym momencie wszyscy czworo spostrzegli, że aniołowie zbudowali dla nich wielką salę ćwiczeń umieszczoną na jednej z chmur.

Mijały dni. Duchy mężczyzn szkoliły się długo. Z każdym dniem było coraz 
lepiej, coraz raźniej i coraz sprawniej. Pojedynki z szatanami walecznymi nie poszły wniwecz. Pewnego dnia doszli do wniosku, że aby polepszyć swoją współpracę muszą się lepiej poznać. Każdy z nich więc opowiedział wieczorem swoją historię. Najciekawsza była jednak według nich przemowa Hektora.

-Pamiętam gdy walczyłem z Achillesem, wszyscy mówili mi że nie dam rady. Działo się to podczas wojny trojańskiej. Mój wróg walczył mądrze i sprawnie i chciał mnie pokonać. Moja śmierć była porażką i poniżeniem wobec pozostałych; Achilles przywiązał moje ciało do rydwanu i obwoził pod murami miasta. Jestem jednak zadowolony, ze zginąłem honorowo. - rzekł Hektor.
-A ja miałem podobną sytuację z Kościejem - wtrącił Korin.
- Tak ale ja miałem trudniej bo walczyłem z herosem, a ty z jakimś pajączkiem. - obruszył się Hektor.
- Zapomniałeś dodać że to przerośnięty pająk.
- Kontynuując i tak byłem dzielny, że wytrwałem całe zajście, ale - jak juz wam wspominałem - przegrałem niestety.
-Ha a ja wygrałem z tym ,,pajączkiem”.
-Wiesz co, Nie wolno tak śmiać się ze słabszych - powiedział stanowczo Winicjusz. - Też kiedyś tego doświadczyłem, ale uległem miłości do pięknej Ligii, którą kochałem tak mocno, że nic już mnie z nią nie rozłączyło.

Jednak dużo czasu musiało minąć zanim przyzwyczaili się do siebie i do warunków walk w niebiosach. Dlatego od dnia otrzymania informacji o tajnej misji, zaczęli przygotowywać się indywidualnie do Wielkiej Próby Bogów i Dusz, która miała odbyć się dwadzieścia jeden dni przed wojną niebiańsko-ziemską. Wszyscy mieli nadzieję, że już niedługo zyskają sekretne wieści dotyczące ceremonii i wojny. Właśnie wtedy między Korinem, Hektorem, Winicjuszem i Rolandem zrodził się konflikt...