Pewnego dnia, czterej bohaterowie znaleźli w swoich domach mapy podrzucone przez tajemniczego jeźdźca. Mapa Hektora była ukryta w wielkim dzbanie na wodę. Korin znalazł mapę w strasznie niewygodnym bucie. Po nocy pełnej gorących uczuć, Winicjusz znalazł mapę pomiędzy dwoma kochankami. Roland znalazł swoją mapę wracając z karczmy - ukryta była w siodle konia. Każdy z bohaterów od razu wyruszył drogą wskazywaną przez mapę, która prowadziła do portalu. Po długiej podróży bohaterowie znaleźli poszukiwany cel. Bez wahania weszli w swoje portale. (Nie wiem, mam niewyraźne zdjęcie) gdy dwaj gimnazjaliści, Maciek i Paweł, wracali ze szkoły zobaczyli, że śmieci w kontenerze ruszają się. Gdy podeszli zobaczyć co to, z kontenerów wyskoczyli bohaterowie którzy chwile temu weszli w portale. Uczniowie byli bardzo zdziwieni, kiedy zobaczyli czterech mężczyzn ubranych jakby byli z innej epoki. Po krótkiej dyskusji gimnazjaliści zaprosili bohaterów do domu Maćka. Jednak gdy bohaterowie ujrzeli samochód, rzucili się na niego myśląc, że to straszny smok.
- Korinie uspokój się! - wykrzyczał Maciek
-Muszę go zabić, bo zabicie smoka to wielki czyn w moich czasach.
-Ale to nie smok!
-Jak to nie smok skoro widzę jak z nosa bucha mu dym.- rzekł patrząc na rurę wydechową
-Po pierwsze, to nie z nosa, a po drugie to nie dym tylko spaliny. - i tak Przyjaciele wytłumaczyli im mechanizm działania samochodu, co oczywiście było strasznie trudne
Po drodze do domu Winicjusz powiedział, że musi porozmawiać z Neronem, wtedy Maciek powiedział mu, że jest rok 2016 i nie nie rządzi już Neron. Ludzie, których spotkaliśmy, gapili się na nas, jakbyśmy byli z innej planety. Maciek i Paweł w trakcie podróży obmyślili plan wykorzystania bohaterów w projekcie gimnazjalnym.
skip to main |
skip to sidebar
- Kim jesteś? Jak się tu dostałeś? Jesteś greckim szpiegiem?
Zaraz wezwę straż! – krzyczał Hektor nie dając dojść do głosu Praojcowi
środa, 21 grudnia 2016
środa, 14 grudnia 2016
Dilectus a Deo (Michał,Lena)
Prolog
Roland zbudził się
słysząc niebiańskie dzwony boga. Skierował się do swej łaźni
w ramach szybkiej lecz dokładnej toalety. Uznał że na taką okazję
jego słynna zbroja z bitwy z poganami będzie najodpowiedniejsza.
Strząsając pył ze złotych naramienników zorientował się że
czas nagli.
Szybko włożył za
pas róg a do złotej pochwy wsunął sam Durendall. Lekko się
rozruszał i wyszedł. Mijając las zaginionych dusz, Zaczarowaną
polanę miłości,dom staroci i ścieżkę pustki w końcu dotarł
tam, pod bramę niebios. Nie wiedział jak to będzie wyglądać.
Nagle usłyszał niski głos we własnej głowie:
-Drogi Rolandzie,
wejdź.-
Roland już trochę
wystraszony przekroczył ogromną złotą bramę. Olśniewający
blask oślepił rycerza. Zamrugał i zobaczył dwójkę mężczyzn
siedzących na pięknych błyszczących obłokach
-Jesteś Bogiem?-
zapytał Bardziej umięśnionego i wyższego z dozą niepewności
bohater.
-Nie, nie –
zaśmiał się.
-My przyszliśmy tu
pod wezwanie bogów.-Dodał drugi.
-BOGÓW?!
-Tak, Tak , jesteśmy
z innych niebios.
-Bogów jest wiele,
nie nie nie to tylko sen, to tylko sen Rolandzie. Bóg jest tylko
jeden, tylko nasz.
-Spokojnie, my też
nie mogliśmy w to na początku uwierzyć
-A, nie
przedstawiliśmy się- powiedział ten niższy wstając, -Jestem
Winicjusz
- A ja Hektor,-dodał
drugi
Lekko otumaniony
nagłą falą niewiarygodnych informacji Roland także się
przedstawił.
Nagle wszyscy się
przewrócili od niewiarygodnej nieznanej siły. Usłyszeli trzy
głosy.
-WITAJCIE
REKRUCI, JESTEŚCIE TU Z WAŻNEGO POWODU- powiedział
pierwszy głos
-TAK,
NIE JESTEŚCIE PRZYPADKOWYMI OSOBAMI-
dodał drugi
-ZOSTALIŚCIE
WYBRANI- wtrącił się trzeci
-Dobrze,
ale czemu was nie widzimy?- zapytał Hektor
Nagle
błysk, a przed wojami pojawiły się trzy ogromne postacie.
-JESTEM ZEUS
-JA JESTEM JAHWE
-A JA JOWISZ
-A WIĘC WASZE ZADANIE TO ZDOBYĆ KAMIEŃ.
-Kamień?-
Ze zdziwieniem spytał się Winicjusz
-NIE
BYLE JAKI, FILOZOFICZNY!
-HYYY,
KAMIEŃ TO PÓŁ SUKCESU.
-NASTĘPNIE
KAMIENIEM OTWORZYCIE PORTAL DO
ŚWIATA DRUIDÓW. SPOTKACIE TAM
WOJOWNIKA O
IMIENIU KORIN. RESZTĘ ZADANIA POZNACIE JUŻ W
CZASIE
MISJI.
-
A WIĘC ZACZYNAMY TRANSFORMACJĘ
CZASOPRZESTRZENI MULTIWERSUM.
-Ale,
ale – Roland nie zdążył się zapytać ponieważ nagle zrobiło
się ciemno.
wtorek, 13 grudnia 2016
Pole chaosu (Max, Jan)
Rozdział 1 –Pole chaosu
Na majestatycznym statku Trojańskim Hektor przygotowywał się do największego starcia w jego życiu. Z słowami pełnymi dumy powiedział:
-Za chwilę nastąpi walka o wasze dusze i innych mieszkańców Troi, którzy liczą na nas.
W końcu dziób statku uderzył o suchy ląd. Żołnierze z zawrotnym tempem wyskoczyli w pełnym uzbrojeniu na złoty, lśniący piasek. Ustawili się w swojej charakterystycznej falandze bacznie obserwując wrogo. Widząc pierwszy krok przeciwników ruszyli pełną parą z tarczami odbijającymi światło słoneczne oślepiając wrogów. Ich ciała wysmarowane oliwką i ich sandały powodowały zazdrość u samych bogów.
Po chwili w samym centrum pola bitwy z głębi ziemi wyłonił się portal wypełniony duszami ludzi proszących o pomoc. Z wrót Hadesu wynurzyły się tajemnicze postacie.
Obie armie zaprzestały tymczasowo walkę wpatrując się w bezdenną otchłań.
Kiedy gęsta mgła zaczęła częściowo zanikać sam Hektor dostrzegł troje mężczyzn z czego jeden był na pięknym uzbrojonym koniu. Hektor z wyciągniętym mieczem wykrzyczał następujące słowa:
-Odejdźcie demony nie czyste, które przerwały nam ważne starcie! Powróćcie do Hadesu tam jest wasze miejsce!
Nastała chwila ciszy, która zapoczątkowała pierwsze słowa przybyszów z otchłani.
-Hade…Co? Czy ty człowieczku jesteś poważny? Przecież jestem najbardziej rozpoznawalną osobą w całej wiosce i mówienie na mnie demon zakończy się źle dla tego, który to powiedział- odpowiedział z gniewem młody mężczyzna ubrany w kaptur w szacie z aksamitu.
Słysząc słowa kompana obok dwoje wojowników zapartym tchem wyrazili swoje zdanie dezorientując Hektora.
Na majestatycznym statku Trojańskim Hektor przygotowywał się do największego starcia w jego życiu. Z słowami pełnymi dumy powiedział:
-Za chwilę nastąpi walka o wasze dusze i innych mieszkańców Troi, którzy liczą na nas.
W końcu dziób statku uderzył o suchy ląd. Żołnierze z zawrotnym tempem wyskoczyli w pełnym uzbrojeniu na złoty, lśniący piasek. Ustawili się w swojej charakterystycznej falandze bacznie obserwując wrogo. Widząc pierwszy krok przeciwników ruszyli pełną parą z tarczami odbijającymi światło słoneczne oślepiając wrogów. Ich ciała wysmarowane oliwką i ich sandały powodowały zazdrość u samych bogów.
Po chwili w samym centrum pola bitwy z głębi ziemi wyłonił się portal wypełniony duszami ludzi proszących o pomoc. Z wrót Hadesu wynurzyły się tajemnicze postacie.
Obie armie zaprzestały tymczasowo walkę wpatrując się w bezdenną otchłań.
Kiedy gęsta mgła zaczęła częściowo zanikać sam Hektor dostrzegł troje mężczyzn z czego jeden był na pięknym uzbrojonym koniu. Hektor z wyciągniętym mieczem wykrzyczał następujące słowa:
-Odejdźcie demony nie czyste, które przerwały nam ważne starcie! Powróćcie do Hadesu tam jest wasze miejsce!
Nastała chwila ciszy, która zapoczątkowała pierwsze słowa przybyszów z otchłani.
-Hade…Co? Czy ty człowieczku jesteś poważny? Przecież jestem najbardziej rozpoznawalną osobą w całej wiosce i mówienie na mnie demon zakończy się źle dla tego, który to powiedział- odpowiedział z gniewem młody mężczyzna ubrany w kaptur w szacie z aksamitu.
Słysząc słowa kompana obok dwoje wojowników zapartym tchem wyrazili swoje zdanie dezorientując Hektora.
poniedziałek, 12 grudnia 2016
Quartis (Szymon, Mateusz B., Lena)
Rozdział I
Każdy, choćby najdzielniejszy bohater,
zawsze skończy swój żywot. Ma to związek z tą historią, którą zamierzam wam
opisać. Przedstawię teraz czterech walecznych wojowników, którzy zupełni
nieświadomie spotkali się w zaświatach, po śmierci. Trojanin, Polak, Rzymianin
oraz Francuz. Można by też rzec Hektor, Korin, Winicjusz i Roland. Stanęli w
tajemniczych krainach nieznanego im do czasu fatum. Do czasu. Okryci
chwałą i godnością przed obliczem Boga stali pełni wiary i nadziei, że los
przyniesie im szczęście. O, Wielki siedział na tronie złożonym z puszystych
obłoków szumiących powolnie na wietrze. Niemal przezroczyści aniołowie
podtrzymywali jego berło. Oczy bohaterów nie mogły znieść bijącego od nich blasku.Król, zaczął nerwowo drapać swą brodę aż wreszcie przemówił.
- Witajcie – zaczął dumnie – dziś nadszedł
moment waszego spotkania. Jakże jestem dumny ze wspaniałych, dokonanych przez
was czynów – uśmiechnął się. - Za tę przysługę oddaną innym - ciągnął dalej –
zsyłam was na Ziemię, abyście stoczyli wojnę z niezwyciężonymi dotąd siłami w
postaci małych niesfornych i wrednych zarazem krasnoludów, które chcą zawładnąć
światem i usunąć na zawsze waszych potomków. Dzieci w szczególności.
W tym samym momencie wszyscy czworo
spostrzegli, że aniołowie zbudowali dla nich wielką salę ćwiczeń umieszczoną na
jednej z chmur.
Mijały dni. Duchy mężczyzn szkoliły się
długo. Z każdym dniem było coraz
lepiej, coraz raźniej i coraz sprawniej.
Pojedynki z szatanami walecznymi nie poszły wniwecz. Pewnego dnia doszli do
wniosku, że aby polepszyć swoją współpracę muszą się lepiej poznać. Każdy z
nich więc opowiedział wieczorem swoją historię. Najciekawsza była jednak według
nich przemowa Hektora.
-Pamiętam gdy walczyłem z Achillesem, wszyscy
mówili mi że nie dam rady. Działo się to podczas wojny trojańskiej. Mój wróg walczył mądrze i sprawnie i chciał mnie pokonać. Moja śmierć była porażką i poniżeniem wobec pozostałych; Achilles przywiązał moje ciało do rydwanu i obwoził pod murami miasta. Jestem jednak zadowolony, ze zginąłem honorowo. - rzekł Hektor.
-A ja miałem podobną sytuację z
Kościejem - wtrącił Korin.
- Tak ale ja miałem trudniej bo walczyłem
z herosem, a ty z jakimś pajączkiem. - obruszył się Hektor.
- Zapomniałeś dodać że to przerośnięty
pająk.
- Kontynuując i tak byłem dzielny, że wytrwałem całe zajście, ale - jak juz wam wspominałem - przegrałem niestety.
-Ha a ja wygrałem z tym ,,pajączkiem”.
-Wiesz co, Nie wolno tak śmiać się ze słabszych -
powiedział stanowczo Winicjusz. - Też kiedyś tego doświadczyłem, ale uległem miłości do pięknej Ligii, którą kochałem tak mocno, że nic już mnie z nią nie rozłączyło.
Jednak dużo czasu musiało minąć zanim
przyzwyczaili się do siebie i do warunków walk w niebiosach. Dlatego od dnia
otrzymania informacji o tajnej misji, zaczęli przygotowywać się indywidualnie
do Wielkiej Próby Bogów i Dusz, która miała odbyć się dwadzieścia jeden dni
przed wojną niebiańsko-ziemską. Wszyscy mieli nadzieję, że już niedługo zyskają
sekretne wieści dotyczące ceremonii i wojny. Właśnie wtedy między Korinem,
Hektorem, Winicjuszem i Rolandem zrodził się konflikt...
Na Granicy (Natalia, Mateusz)
Na Granicy
Rozdział 1. Pakt
Jasność jak długo w niej jestem? Nie wiem, może 5 lat albo minut. Poczucie czasu nie istniało w tym świecie. Kim jestem? Wiem Jedno nazywam się Korin. Wspomnienia wyblakły, widać je jakby przez mgłę. Nie wiem czy światłość mnie tu sprowadziła bym stał się filozofem? W końcu mój umysł był kompletnie pusty. Od czasu do czułem czyjąś obecność. Jest nas w sumie troje. Kim oni są? Może wylądowałem w miejscu do którego trafiają potwory? Cholera ból, który przeszył moją czaszkę, był potworny. Odruchowo złapałem się za skronie. Dopiero po paru minutach uświadomiłem sobie, że już nie leżę w nicości. Opary otaczające moje ciało stały się rzadsze i cieplejsze. Mogłem wyczuć grunt pod nogami. W mgle było widać trzy postacie. Były wyraźniejsze, teraz na pewno wiedziałem, że to mężczyźni. Miałem wrażenie, że jeden miał na sobie zbroję a drugi prześcieradło. Staliśmy w kręgu nie widząc swych twarzy. Kolejny impuls przeszył moje ciało, czułem jak coś w moim umyśle zmienia się. Upadłem i dostrzegłem, że reszta moich kompanów również straciła siły. Po paru minutach impuls przerodził się jakby w szept może szmer. Ja słyszałem myśli pozostałej trójki. Wiedziałem jak każdy ma na imię, co lubi robić i jaki ma charakter. Nie spodobał mi się facet o imieniu Roland, był zadufany i pyszny.
-Hej Roland gdzie konia zgubiłeś?-zażartowałem
-Jak śmiesz odzywać się tak do rycerza ty łachudro?!-odparł oburzony
Tak jak myślałem, bufon z niego i tyle. Nareszcie mgła opadła i mogłem zobaczyć twarz tych z ,którymi tkwiłem w nicości tyle czasu. Przez moją głowę przeszła fala informacji, nie może raczej coś mi je dało. Ta siła dała mi tajemniczą moc i wyznaczyła zadanie. Nie wiedziałem dokładnie na czym polegało w końcu było to krótkie polecenie. ,,Uratuj planetę Ziemię!''
Viae Eius (Zosia, Olek)
Rozdział I
Praojciec znowu nie
spał w nocy. Męczyła go myśl, że Karrus rośnie w siłę i zmienia świat w zło, gromadząc
potężną armię niedobrych ludzi, by zniszczyć światową energię. Mędrzec będący
już w podeszłym wieku, rozmyślał co powinien zrobić w tej sytuacji. Czas
upływał, lecz on się nie poddawał. Postanowił przyjrzeć się herosom. Szukał bezwzględnych i niewzruszonych bohaterów, którzy za wszelką
cenę broniliby niewinnych, dobrych oraz skrzywdzonych przez zło ofiar. Wędrował
po pętli czasu.. podczas poszukiwań zobaczył ogromną bitwę. Było to oblężenie
Troi przez Greków. By ją wnikliwie obejrzeć wcielił się w postać różowego, szlachetnego
wróbla . Mędrzec spotkał tu walecznego wojownika. W tajemniczy sposób
dowiedział się, że ma on na imię Hektor. Przeczekał dzień, i podczas pełni
księżyca dostał się do jego komnaty . Ponownie przeistoczył się w człowieka i
postanowił, że porozmawia poważnie z Hektorem.
- Witaj Hektorze. Z góry przepraszam, że przychodzę w takim trudnym
dla ciebie momencie, podczas toczącej się bitwy.-rzekł Mędrzec
- Nie unoś się. Nie jestem stąd. Jestem Praojcem
odpowiedzialnym za cały świat i pilnuję, żeby nie zawładnął nim Karrus – władca
zła.-wyjaśnił Praojciec.
- Przepraszam, to trudny czas dla mnie i Troi. Muszę stanąć
na wysokości zadania, jako dowódca wojsk trojańskich. W jakiej sprawie tu
przybyłeś Mędrcze? -zapytał Trojanin
- Zbieram nieustraszoną drużynę bohaterów różnych epok.
Ciebie Hektorze wybrałem na dowódcę zespołu, gdyż wiem, że posiadasz niesamowite
doświadczenie w dowodzeniu oddziałem na polu bitwy. – powiedział pewnie starzec.
- Zgodziłbym się, gdyby nie Troja, mój lud i moi bracia. Nie
mogę ich zostawić. Potrzebują dowódcy.
- Nie martw się, zajmę się tym. Potrzebuję twojej zgody. Nie
można zwlekać. Zło nigdy nie śpi.
Hektor trochę się zastanawiał, ale w końcu się zgodził.
niedziela, 11 grudnia 2016
Łowcy Południc (Jan, Patryk)
Rozdział
1- Spotkanie Bohaterów
Filippa
Eilhart z Tretogoru jest czarodziejką, która szykuje zamach na
króla Redani Radowida. Czarodziejka postanawia stworzyć magiczny
portal, aby ściągnąć do siebie
najmężniejszych
wojów, by pomogli
jej
w zamachu na Radowida. Niestety myli
zaklęcia i zamiast wojów ze
swojego
świata ściąga wojów
z innych odległych
światów. Teleportuje
ich do Nowigradu zamiast do swojej
siedziby.
Filippa
ściąga do Nowigradu: Rolanda, Winicjusza z Rzymu i Hektora z Troi.
Trójka pechowców ląduje wprost na łowców czarownic. Łowcy uznają, że są oni czarodziejami i wtrącają ich do lochu. W celi do, której trafiają jest tylko jeden człowiek z psem. Mężczyzna tajemniczo spogląda na Hektora, Winicjusza i Rolanda.
Trójka pechowców ląduje wprost na łowców czarownic. Łowcy uznają, że są oni czarodziejami i wtrącają ich do lochu. W celi do, której trafiają jest tylko jeden człowiek z psem. Mężczyzna tajemniczo spogląda na Hektora, Winicjusza i Rolanda.
- Kim jesteście? -pyta nieznajomy.
- Mówią na mnie Hektor, jestem wojownikiem z Troi, zawsze walczę honorowo
i nigdy się nie poddaję.
Mówiąc to, Hektor przyjmuje specjalną pozę, aby pokazać wszystkim swe umięśnione ciało.
- Ja mam na imię Winicjusz, jestem patrycjuszem z Rzymu, nie wiem gdzie jestem, ale mam nadzieję, że szybko uciekniemy z tego okropnego miejsca.
- Ja jestem Roland, jedyne co musicie o mnie wiedzieć to fakt, że jestem wybitnym wojownikiem, oraz świetnie jeżdżę na koniu, który niestety nie został tu ze mną przeniesiony.
- Od razu wiedziałem, że pochodzicie z innego świata! Ja mam na imię Korin, jestem najemnikiem i posiadam duże umiejętności w walce z żyjącymi tu potworami, a to jest mój pies Visna. Trafiłem tu z nią 500 lat temu, niestety nie mogę wam przedstawić historii tego, jak nas tu wtrącono.
- Zaraz, jeśli naprawdę siedzisz tu 500 lat, powinieneś już dawno umrzeć - stwierdza Winicjusz.
- To prawda, powinienem już dawno umrzeć. Żyję tak długo, ponieważ zanim zostałem skazany na dożywocie, ukradłem pewnej czarodziejce dużą sakiewkę magicznych ziół, których każda garść zmieszana z wodą przedłuża życie o 100 lat - odpowiada Korin.
- Czy nikt nie zastanawia się, dlaczego tak długo żyjesz?-pyta podejrzliwie Hektor.
- Tutaj strażnicy nie zwracają uwagi na więźniów, jedyne co robią to rzucają jedzenie do cel, oraz zabijają tych, których muszą - odpowiada Korin
- Można to wykorzystać do obmyślenia planu ucieczki - dopowiada Roland.
Bohaterowie od razu zaczęli myśleć nad ucieczką z więzienia. Na nieszczęście bohaterów strażnicy zobaczyli, że obmyślają plan ucieczki i natychmiast zaalarmowali resztę. Korin, Roland, Hektor i Winicjusz, a nawet Visna zostali skazani na śmierć przez powieszenie.
Pięć tygodni później Sześciu najsilniejszych strażników prowadzi Piątkę bohaterów pod wcześniej przygotowane szubienice. Korin podchodzi na miejsce, które wcześniej wskazuje mu jeden ze strażników, to samo robią pozostali. Visny nie daje się powiesić, dlatego ma zostać pocięta bardzo ostrym sztyletem.
Człowiek, który ma zakończyć żywot Korina i reszty wojowników ustawia się na swej pozycji, wystarcza jedno pociągnięcie dźwigni, żeby zabić tych pozornie niewinnych ludzi.
Nagle Visna wyrywa się z rąk trzymającego ją człowieka i podbiega w stronę Korina. Odbijając się na tylnych łapach przegryza sznury oplątujące szyj wszystkich czterech bohaterów.
Uwolnieni przygotowują się do ucieczki, Hektor za pomocą paru mocnych uderzeń powala na ziemię wszystkich strażników, Roland dba o to, by żaden z leżących na ziemi nie podniósł się i nie wezwał wsparcia, natomiast Korin i Winicjusz zabierają wszystkie elementy uzbrojenia w celu późniejszego użycia ich, lub sprzedania na targu. Nagle Visna zaczyna szczekać. Korin widząc jej zaniepokojenie spogląda tam gdzie ona i dostrzega grupę uzbrojonych ludzi biegnących w ich stronę. Szybko alarmuje resztę i razem biegną w stronę ciemnych uliczek Nowigradu.
Na ich drodze jednak staje pewna przeszkoda...
- Mówią na mnie Hektor, jestem wojownikiem z Troi, zawsze walczę honorowo
i nigdy się nie poddaję.
Mówiąc to, Hektor przyjmuje specjalną pozę, aby pokazać wszystkim swe umięśnione ciało.
- Ja mam na imię Winicjusz, jestem patrycjuszem z Rzymu, nie wiem gdzie jestem, ale mam nadzieję, że szybko uciekniemy z tego okropnego miejsca.
- Ja jestem Roland, jedyne co musicie o mnie wiedzieć to fakt, że jestem wybitnym wojownikiem, oraz świetnie jeżdżę na koniu, który niestety nie został tu ze mną przeniesiony.
- Od razu wiedziałem, że pochodzicie z innego świata! Ja mam na imię Korin, jestem najemnikiem i posiadam duże umiejętności w walce z żyjącymi tu potworami, a to jest mój pies Visna. Trafiłem tu z nią 500 lat temu, niestety nie mogę wam przedstawić historii tego, jak nas tu wtrącono.
- Zaraz, jeśli naprawdę siedzisz tu 500 lat, powinieneś już dawno umrzeć - stwierdza Winicjusz.
- To prawda, powinienem już dawno umrzeć. Żyję tak długo, ponieważ zanim zostałem skazany na dożywocie, ukradłem pewnej czarodziejce dużą sakiewkę magicznych ziół, których każda garść zmieszana z wodą przedłuża życie o 100 lat - odpowiada Korin.
- Czy nikt nie zastanawia się, dlaczego tak długo żyjesz?-pyta podejrzliwie Hektor.
- Tutaj strażnicy nie zwracają uwagi na więźniów, jedyne co robią to rzucają jedzenie do cel, oraz zabijają tych, których muszą - odpowiada Korin
- Można to wykorzystać do obmyślenia planu ucieczki - dopowiada Roland.
Bohaterowie od razu zaczęli myśleć nad ucieczką z więzienia. Na nieszczęście bohaterów strażnicy zobaczyli, że obmyślają plan ucieczki i natychmiast zaalarmowali resztę. Korin, Roland, Hektor i Winicjusz, a nawet Visna zostali skazani na śmierć przez powieszenie.
Pięć tygodni później Sześciu najsilniejszych strażników prowadzi Piątkę bohaterów pod wcześniej przygotowane szubienice. Korin podchodzi na miejsce, które wcześniej wskazuje mu jeden ze strażników, to samo robią pozostali. Visny nie daje się powiesić, dlatego ma zostać pocięta bardzo ostrym sztyletem.
Człowiek, który ma zakończyć żywot Korina i reszty wojowników ustawia się na swej pozycji, wystarcza jedno pociągnięcie dźwigni, żeby zabić tych pozornie niewinnych ludzi.
Nagle Visna wyrywa się z rąk trzymającego ją człowieka i podbiega w stronę Korina. Odbijając się na tylnych łapach przegryza sznury oplątujące szyj wszystkich czterech bohaterów.
Uwolnieni przygotowują się do ucieczki, Hektor za pomocą paru mocnych uderzeń powala na ziemię wszystkich strażników, Roland dba o to, by żaden z leżących na ziemi nie podniósł się i nie wezwał wsparcia, natomiast Korin i Winicjusz zabierają wszystkie elementy uzbrojenia w celu późniejszego użycia ich, lub sprzedania na targu. Nagle Visna zaczyna szczekać. Korin widząc jej zaniepokojenie spogląda tam gdzie ona i dostrzega grupę uzbrojonych ludzi biegnących w ich stronę. Szybko alarmuje resztę i razem biegną w stronę ciemnych uliczek Nowigradu.
Na ich drodze jednak staje pewna przeszkoda...
TAGI
drama
nowelki
opowiadanie
Zemsta
fanfik
kampanie społeczne
malarz
rycerz
reklama
Antygona
Odyseusz
książka
rycerze
Świtezianka
film
Lem
Mrożek
polecenie
Cześnik
Dyndalski
Klara
Papkin
Perełka
Podstolina
Rejent
Wacław
ankieta
maski
Amnesty International. CEO
Eurydyka
Hajmon
Ismena
Kreon
Murarz
Niepubliczni
Strażnik
TEG
Tejrezjasz
To lubię
ballady
debata
lektury
letnie zadania
poradnik
powtórzenie
projekt czytelniczy
Moja lista blogów
Obsługiwane przez usługę Blogger.